Spojrzał na boki. Przy obu jego skroniach stały świece.

Podniósł głowę jeszcze trochę.

Przy stopach też miał świece.

Dzięki losowi za starego Teatara, pomyślał. Gdyby nie on, oglądałbym teraz wewnętrzną stronę taniego sosnowego wieka.

Zabawne, pomyślał jeszcze. Ja myślę. Wyraźnie.

O rany!

Znowu położył się na wznak. Czuł, że duch wypełnia jego ciało niczym lśniący roztopiony metal wlewany do formy. Rozpalone do białości myśli płonęły w ciemnościach mózgu, popędzały leniwe neurony do działania.

Kiedy żyłem, było całkiem inaczej.

Ale przecież nie umarłem.

Nie jestem ani żywy, ani martwy.

Tak jakby nieżyjący.

Albo nieumarły.

Ojoj…

Poderwał się. Mięśnie, które od siedemdziesięciu czy osiemdziesięciu lat nie funkcjonowały jak należy, szarpnęły zbyt mocno. Po raz pierwszy w życiu… nie, poprawił się, lepiej powiedzieć „w okresie egzystencji”… ciało Windle'a Poonsa znalazło się pod całkowitą kontrolą Windle'a Poonsa. A duch Windle'a Poonsa nie miał zamiaru słuchać narzekań jakiegoś worka mięśni.

Teraz ciało stanęło na nogach. Stawy kolanowe opierały się przez chwilę, ale nie bardziej potrafiły wytrzymać atak woli, niż chory moskit mógłby wytrzymywać płomień lampy lutowniczej.

Drzwi kaplicy były zamknięte. Windle jednak odkrył, że najlżejszy nacisk wystarcza, by wyrwać zamek z drewna i zostawić odciski palców na metalu klamki.

— A niech mnie… — powiedział.

Wyprowadził siebie na korytarz. Odległy brzęk sztućców i gwar głosów sugerował, że trwa jeden z czterech codziennych uniwersyteckich posiłków.

Zastanowił się, czy wolno jeść komuś, kto jest martwy. Chyba nie, uznał.

A zresztą czy potrafiłby jeść? Nie o to chodzi, że nie był głodny. Po prostu… No cóż, wiedział, jak myśleć, a chodzenie i inne ruchy polegały tylko na kurczeniu dość oczywistych mięśni. Ale jak właściwie działał żołądek?



21 из 242